bez glutenu · bez mięsa · bez nabiału · makarony · obiady · Przepisy

Krewetki koktajlowe z fenkułem, suszonymi pomidorami z makaronem

W kuchni wyznaję zasadę, że to co nie zabronione jest dozwolone 🙂 Cała filozofia mojego gotowania to zabawa smakami i łączenie ich tak, aby to moje kubki smakowe były usatysfakcjonowane. I dokładnie tak było z tym daniem 🙂

Ale zanim do przepisu przejdę, zrobię całą otoczkę wokół mojej „kuchennej filozofii”. 

Filozofia ta ma jedną wadę – mój mąż bardzo nie lubi chodzić ze mną do restauracji 🙂 Trochę się dziwię, bo jestem grzeczną klientką, sztućcami całkiem nieźle operuję, używam serwetek. Jak każdy, mam prawo do oceny dania i to robię, chociaż  z ekspertem kulinarnym mam tyle wspólnego co wołowina z weganinem. Jednak fakt, że sama dużo gotuję i  lubię smakować różności, siłą rzeczy daje mi duże pole do porównań. No i chyba tego właśnie nie lubi mój mąż. Gdy wychodzimy z restauracji on, jakby z nadzieją w głosie, pyta: „I jak ci smakowało?”, a ja odpowiadam: „No było OK., ale ja już kiedyś to jadłam” 😛 🙂 Bo lubię potrawy, które zaskoczą mnie jednym, nieoczywistym składnikiem. Lubię pomyśleć: „Nie, to zestawienie nie zadziała”, aby po skosztowaniu stwierdzić, że właśnie takie zestawienie „zrobiło to danie”. Tak, lubię być smakowo zaskakiwana i chyba tego właśnie oczekuję po wyjściu do/z restauracji.

Ostatnio wybraliśmy się do małej, włoskiej, rodzinnej restauracji, nie we Włoszech jednak, a w Polsce. Oczywiście musiałam skosztować owoców morza (w tym wypadku z makaronem) i razem z przyjaciółką zażyczyłyśmy sobie dodatkowo niewielką (symboliczną, szczerze, szczerze) ilość tartego parmezanu na wierzch. Jedna z kelnerek spełniła nasze życzenie, gdy nagle pojawiła się druga i pouczyła koleżankę (chcąc, nie chcąc byliśmy tego świadkami), że do owoców morza parmezanu dodawać nie można. Tak naprawdę pewnie szybko bym o tym zapomniała, gdyby nie to, że gdy konsumowaliśmy sprofanowane parmezanem owoce morza, podeszła do nas właścicielka, mówiąc, że gdyby o parmezanie dowiedział się jej mąż – Włoch z dziada, pradziada i kucharz w tejże restauracji, to jego przeraźliwy okrzyk DIO MIO słyszalny byłby na całą restaurację. Wszak nigdy, nigdy żaden prawdziwy Włoch do owoców morza nie doda sera! No może francuska kuchnia dopuszcza takie odchylenia, ale nie włoska, nie włoska!!!

Miałam szczerą ochotę odpowiedzieć, że faktycznie bliżej mi do Francji niż Włoch, chociażby ze względu na koligacje rodzinne i córkę, która od urodzenia szczyci się francuskim podniebieniem. Mogłabym powiedzieć, że w moim odczuciu, prawdziwy Włoch w życiu nie podałby przeciągniętych i gumowych ośmiorniczek, a mieszankę mrożonek,  przyrządziłby tak, abym chociaż miała cień wątpliwości, czy aby na pewno zajadam marketową mrożonkę. 

Ale wyznaję też zasadę, że są rzeczy ważne i ważniejsze i gumowa ośmiorniczka zmieszana z parmezanem jest jednak przestępstwem zbyt małej wagi, aby psuć sobie i innym nastrój.

Naprawdę szanuję zasady regionalnych kuchni, w końcu z ich podstaw powstają mniej lub bardziej wymyślne dania. Nie znaczy to jednak, że bezkrytycznie muszą mi smakować i  że nigdy nie poczuję potrzeby dodania do nich czegoś od siebie. Hm… (szybki rachunek sumienia), zazwyczaj czuję taką potrzebę (do rosołu zawsze dodam kurkumę i imbir)!  Uważałam i uważać zapewne będą, że wyznacznikiem smaku jest konkretny człowiek, a nie zasady, które i w kuchni podlegają modyfikacjom. Skoro będąc w ciąży mogłam jeść lody waniliowe przegryzając je antipasti, to dzisiaj, idąc do restauracji w swoim mieście, mogę przeciągnięte ośmiorniczki posypać parmezanem. Na zdrowie! 🙂

I właśnie w tym daniu, którego przepis poniżej, nie ma zasad. Jest czysta przyjemność mieszania smaków, aby finalnie powiedzieć – BYŁO PYSZNIE! I do tego, w jednym zdaniu, sprowadza się cała moja „kuchenna filozofia”. Amen 🙂

Składniki:

  • 1 mniejszy fenkuł (koper włoski)
  • 1 szalotka
  • 1/4 szklanki wody
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1 łyżka sosu sojowego ciemnego
  • 10 kawałków suszonych pomidorów w oliwie
  • 3 ząbki czosnku
  • niecała szklanka wina białego półwytrawnego lub wytrawnego
  • szczypta liści limonki (opcjonalnie)
  • sól, pieprz do smaku
  • 200 g krewetek koktajlowych
  • 1/2 łyżeczki pieprzu pomarańczowego lub cytrynowego
  • 1/4 łyżeczki soli
  • parę gałązek świeżego tymianku
  • 1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki
  • 2 łyżki oleju ryżowego, bądź dobrej jakości oliwy
  • Makaron ryżowy, bądź makaron spaghetti 

Wykonanie:

  1. Krewetki rozmrozić, dokładnie przemyć pod bieżącą wodą, oczyścić, papierowym ręcznikiem delikatnie osuszyć. Wrzucić do miski, dodać pieprz pomarańczowy, sól, liście świeżego tymianku, posiekaną natkę pietruszki, olej i dokładnie wymieszać. Odstawić na pół godziny.
  2. Fenkuł umyj, odetnij nać i spód kopru. Pozbądź się zewnętrznych liści, przekrój na pół, podobnie jak w kapuście wytnij głąb i pokrój w cienkie piórka.
  3. Szalotkę również pokrój w cienkie piórka.
  4. Do głębokiej patelni wlej wodę, dodaj cukier i sos sojowy, doprowadź do wrzenia. Wrzuć koper i szalotkę i duś na średnim ogniu ok. 8 minut, od czasu do czasu mieszając, do momentu aż fenkuł delikatnie zbrązowieje, a większość wody wyparuje.
  5. Kawałki suszonych pomidorów i czosnek zmiksuj jak na pastę. Dodaj do fenkułu, wymieszaj.
  6. Dodaj białe wino i liście limonki, podduś całość ok. 5 minut.
  7. Na osobnej, rozgrzanej patelni podsmaż krewetki, ok. 6-8 minut i dodaj, z wytworzonym podczas podsmażania sosem, do całości. Dopraw do smaku solą i  pieprzem. Wymieszaj.
  8. Makaron ugotuj zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Odcedź i wrzuć do krewetek, wymieszaj. 
  9. Jeśli tylko masz na to ochotę, posyp drobno startym parmezanem. W końcu to Twoje i tylko Twoje kubki smakowe i zachcianki 🙂

Smacznego!