Na zakupach

Kooperatywa spożywcza, czyli jaki jeść zdrowo i niedrogo

Wszyscy sądzą, bo tak nas rynek przyzwyczaił, że zdrowe jedzenie powinno być drogie. Dlatego nie dziwię się, że wciąż wolimy kupować warzywa, mięso, nabiał w hiper, super marketach, a zaledwie okazjonalnie zaopatrywać się na bazarach. Ale, ale, jest alternatywa. Tańsza niż ogólnodostępne produkty eko, ale wciąż eko. W wielu przypadkach z dowozem pod same drzwi. To REGIONALNE KOOPERATYWY. Kto raz spróbował, pożegna się z drożyznami, a powita ze zdrowymi produktami za rozsądne pieniądze.

Nie ukrywam, że im częściej chodziłam na Wrocławski Bazar Smakosza, tym więcej widziałam wystawców z kosmicznymi cenami. Teraz jeżdżę tam tylko dla tych wybranych, którym znam m.in. dzięki naszej kooperatywie wrocławskiej i którzy w wielu przypadkach, dla nas, mają i trzymają niższe ceny.

Czym jest kooperatywa?

Zazwyczaj zaczyna się od grupki ludzi, którzy szukają dobrych, jak najmniej sztucznie napędzanych produktów. Każdy ma jakieś namiary internetowe na dobre sklepy, czy znajomych z gospodarstwem, którzy mają pola marchwi i pietruszki. Zazwyczaj zaczyna się od zbiorowych zamówień, gdzie z racji ilości zamawianych produktów negocjowane są rabaty, czy darmowe dostawy, a często jedno i drugie. A im dłużej kooperatywa działa, tym więcej lokalnych producentów (i o dziwo nie tylko) chce, abyśmy od nich kupowali. I tak z czasem powstaje duża kooperatywa, która jest internetowym hipermarketem, z dobrymi jakościowo produktami, za rozsądne pieniądze. Proste 🙂

Jak tanio?

Ceny? Kuszące. Oczywiście nie wymagajmy tańszych produktów od tych, które kupujemy w hipermarketach. Tu nie ma co porównywać. Lokalny rolnik, który nie stosuje oprysków, chodzi koło swoich grządek i potrafi cały dzień zbierać ślimaki z liści. Lokalny rolnik, który hoduje własne kury, nie karmi ich chemiczną papką, a wysokowartościową karmą. Płacimy również za jego pracę i naprawdę wychuchany produkt. Ale jednak w kooperatywie jest taniej. Bo być musi. Bo rolnik nie płaci za magazyny, czy powierzchnie sklepowe. Towar trafia od producenta wprost do konsumenta bez pośredników. Inna sprawa to konkurencja, bo i ta istnieje na naszej kooperatywie. Rolnik/dostawca, aby mieć zbyt, musi dostosować się cenowo do innych. Może pisać cuda o ekologiczności swoich jabłek i machać certyfikatami, ale kooperatywa to ludzie w większości zorientowani i kupią od Pani X, która ma jabłka o połowę tańsze, podobnie, jak nie tak samo dopieszczone, ale nie posiada certyfikatu eko (a uwierzcie, ten naprawdę sporo kosztuje i to chociażby winduje ceny). Skąd to wiemy? Bo jeździmy do naszych rolników. Robimy akcje zbioru jabłek. Chodzimy po polach i podglądamy jak rosną nasze rzodkiewki. Rozmawiamy z naszymi rolnikami, niekoniecznie tylko o warzywach i mięsie 🙂

Jak bardzo eko?

Na kooperatywie zasady są jasno określone. Albo masz certyfikat świadczący o ekologiczności produktów, albo piszesz prawdę czym psikasz/nawozisz/karmisz i jak często, a my decydujemy czy taki produkt chcemy kupić. Czy ciężko to zweryfikować? Otóż nie! Nie mówienie prawdy na kooperatywie ma krótkie nogi. Członkowie zamówią raz i jeśli będą mieć wątpliwości, szczerze podzielą się wątpliwościami z resztą grupy. A i sam certyfikat łatwo sprawdzić bez wychodzenia z domu. Kwestią czasu jest, a nieuczciwy dostawca pozostanie na kooperatywie (albo i nie) bez osób chętnych na jego produkty. Jak pisałam – w większości znamy smaki dobrych, „nie chemicznych” produktów. Jesteśmy już rozkapryszeni i mocno rozpieszczeni przez dostawców, którzy są z nami od samego początku i można nas oszukać raz, góra dwa razy. Nie więcej.

I co jeszcze?

Duża kooperatywa regionalna, gdzie np. do gór jej bliżej niż do morza, będzie miała ryby prosto z kutra. Bo rybakom opłaca się przyjechać z dużym zamówieniem do Wrocławia.

Rolnikowi z Woźnik na Śląsku opłaca się przysyłać całe palety kasz i bakalii, nie doliczając kosztów transportu.

Lokalny rolnik podwiezie ci 60 kilogramów przepysznych ziemniaków (dla sąsiadek przy okazji) i wory marchwi wprost pod same drzwi i jeszcze wniesie do garażu. A czasem w gratisie dorzuci ekologiczną rzodkiewkę, czy jabłka dla dzieci.

I najlepsze. Lokalny rolnik dla ciebie i tylko dla ciebie wyhoduje wybrane przez ciebie owoce i warzywa i/lub zapewni ci dostawę raz w miesiącu wiejskiej eko kury (ale o tzw. RWSach to już innym razem).

Dolnoślązaków mogę tylko szczerze zaprosić do naszej kooperatywy KOOPERATYWA SPOŻYWCZA WROCŁAW. Innych zapraszam do podpatrzenia jak to działa i założenia takiej grupy w swoim regionie. Warto wspierać swoich lokalnych rolników i im płacić za takie jedzenie, jakie ja pamiętam jeszcze z czasów dzieciństwa 🙂

kooperatywa