DIY

Jak stare meble i nie-meble wcisnęliśmy do naszego salonu. Czyli nasz remont, część 2

Kupując meble do nowego mieszkania nie myślałam, że zamieszkają w nim dzieci. Nie myślałam, że chociaż staram się nie chomikować, zawsze tych rzeczy będzie przybywać.

Pojęcia nie miałam, że za kilka lat, wybrane przeze mnie meble staną się starymi, styranymi meblami, w kolorze, którego dziś NIKT OCZYWIŚCIE NIE WYBIERA. Ale o ile modna meblowo być nie muszę, o tyle funkcjonalność mebli stała się w pewnym momencie sprawą istotną.

 

A teraz długa historia o meblach, założeniach, dumaniach, planowaniach i w końcu efekcie końcowym.

Nasz stary stół, rozkładany, oczywiście w kolorach calvadosu, się z lekka złamał, gdy wieszały się na nim dzieci. Nie mogłam się gniewać. Szczerze, wkurzał mnie od samego początku. Że nie wspomnę, że podczas skręcania nówki sztuki, blat porysował się o panele. Cierpiałam więc od samego początku 🙂

Stolik rtv od dawna przestał robić za stolik rtv. Do szafki wrzucałam wszystko, na co nie miałam miejsca i pomysłu. A że często jednak dzieci ciekawe były na co tak pomysłu nie mam, to w efekcie wyłamały zawiasy i drzwiczki trzymały się na „dzieciowym zabezpieczeniu”. A blat robił za wszystko co było potrzebne i musiało być pod ręką.

Witryna i wisząca szafka jako jedyne przez te 10 lat trzymały się jako tako. W witrynie upychałam część rzeczy kuchennych i milion innych dupereli, które niby były potrzebne pod ręką, ale na widoku tworzyłyby bałagan. Szafka wisząca stała się naszym barkiem i tylko czekaliśmy, aż pod wpływem butelkowego ciężarku kiedyś to runie, więc staraliśmy się na bieżąco barek opróżniać 😛 🙂

Stolik kawowy został doszczętnie obszarpany z okleiny przez moje dzieci. Tak, są niszczycielami prima sort. W ramach kary od teraz muszą jeść na podkładkach, nie wieszać się na meblach (w zasadzie nie mają już za bardzo na czym). Nawet obdzierać nie mają czego, bo wszystko jest tak wyszlifowane, żeby nie kusiło.

Jedyne co zostało ze starych mebli to kominek (strach jednak ruszać), narożnik, zielona komoda (przemalowana lata temu, gdy to po przymusowym remoncie i zmianach nie zmieściła nam się do sypialni); półki na książki (daliśmy sobie w końcu zakaz kupowania, a zaczęliśmy praktykować wypożyczanie). No i został dywan – skupisko roztoczy różnych, pochłaniający resztki jedzenia. I ja -latami przeciwniczka dywanów, wykładzin różnych, stwierdzam, że jednak zupełnie inaczej i mimo wszystko przytulniej wygląda pokój z dywanem.

Zostały też krzesła, bo mimo zakusów dzieci, okazały się najbardziej stabilne z tej serii (tak, wszystko kupowane w jednym sklepie, w oszałamiających barwach calvadosu). Ale czego nie zrobiły dzieci, zrobił kot, gdy był młody, szalony i miał wiatr w sierści. Nie draśnięta czasem ekoskóra poczuła dotyk jego pazurów. Póki ich nie obiję (a obiję), zostały pomalowane i przykryte fenomenalnymi pokrowcami na krzesła w postaci kocy polarowych by Ikea, w promocji 9,50/szt. Dlaczego? Bo wciąż kot skacze po krzesłach i balansuje wbijając się pazurami w oparcia i siedziska. Wciąż dzieci siedząc na krzesłach jedzą, piją, malują, z plasteliny lepią, albo robią sobie z nich domek o wielu zastosowaniach. I niech robią. Obiję, gdy kot i dzieci w końcu dorosną. Bo dorosną, prawda? 🙂

Meble przynajmniej raz do roku jeździły po całym pokoju, bo czułam potrzebę zmian różnych. Niestety nigdy nie wpłynęło to na ich funkcjonalność. Wciąż się nie mieściłam, ani w salonie, ani w kuchni. Tak więc swobodne rozmieszczenie wszystkiego stało się sprawą priorytetową podczas tego remontu. Do tego potrzebny był wybieg dla dzieci, aby swobodnie mogły biec z ogrodu do swojego pokoju, nie obijając się o meble. Niby salon dość spory, jakies 28 m2, jednak kominek (musiałam go mieć) i narożnik (musiałam go mieć) pewne ograniczenia nakłada.

To zdjęcie salonu sprzed paru lat. Z inną kanapą, z innymi ustawieniami. Jeszcze bez zielonych półek na książki i „roztoczowego dywanu”. Wciąż jednak z mało funkcjonalnymi meblami w kolorze calvados (sic!).

Obraz 282Obraz 286

Już podczas remontu. Jak zwykle zakrzyknęłam „O cholera, zapomniałam o zdjęciach sprzed”. Wybaczcie więc bałagan. Część kuchni leżakuje w salonie. Nie, nie zawsze tak było, ale chociaż częciowo obrazuje ostatnie ustawienie i „luk” 🙂

 

SONY DSCSONY DSC

Założenia i rzeczywistość

Tych było mnóstwo.

Biurko. Miałam odrestaurować stary, poniemiecki dębowy stolik, zmasakrowany i przez czas i korniki. Miałam w końcu dorobić się prawdziwego miejsca pracy, żeby nie pisać pokątnie przy stole, czy siedząco-leżąc na kanapie. Jednak drewno było miejscami tak spróchniałe i podziurawione, że z bólem serca zaniechałam pomysłu. Że pominę drobny fakt, że ktoś, z podobnym do mojego zacięciem do malowania, pociągnął stolik brązową farbą olejną. Po opaleniu większości olejnej farby, ze smutkiem stwierdziłam, że nie jestem w stanie uratować stolika. Może ktoś bardziej biegły w sztuce renowacji, ale nie ja. Tak więc biurka nie miałam prawie do końca remontu, ale w końcu wypatrzyłam sosnowe nie-cudo na olx. I przerobiłam. Blat był faktycznie zmasakrowany i niekoniecznie odchodził tylko lakier. Widać było, że przez lata służyło dzieciom do ciężkiej, czasem frustrującej nauki (głebokie rysy w drewnie). Znów bawiłam się w szlifowanie. Aby później poszpachlować. Aby znów poszlifować. I tak jakoś 5 razy 🙂

Było takie:

SONY DSC

Trochę się zmieniło 🙂

SONY DSC

SONY DSC

Szpula po kablach od początku miała robić za stolik kawowy. Zgodnie z moim nowatorskim stylem „BO TAK”. Nawet nie brałam pod uwagę innych opcji. Bo zdobycie szpuli wcale nie jest łatwą sprawą w tych czasach, gdy co druga osoba planująca remont, szpul potrzebuje 🙂 Dwa miesiąca przemiły Pan Złomiarz szukał takowej po budowach, aż w końcu wyszukał dwie. Druga szpula czeka, aż zrobię z niej stolik najpewniej na taras w ogrodzie. Szpule wymagały delikatne oszlifowania. Poza tym były w stanie idealnym.

SONY DSC

SONY DSC

„Rodowy” talerz wyłowiony gdzieś na pchlim targu w Dortmundzie idealnie zakrywa dziury. Docelowo jednak podkładka by Ikea załatwiła dziurowy problem.

SONY DSC

 

 

157303903_2_644x461_stary-stol-okragly-rozkladany-do-renowacji-antyk-dodaj-zdjeciaStół musiał być rozkładany, ale obowiązkowo okrągły. I nie, nie ze sklejki, z rodzaju drewnopodobnego. Doświadczenia ze starymi meblami nauczyło mnie jednego – nie wydam kolejnych setek na coś, co moje dzieci załatwią w ciągu paru miesięcy. Znalazłam pięknie wyglądający, dębowy na olx. W zimie. Szanowny pojechał, w piwnicy pooglądał, przywiózł do domu późnym wieczorem, złożył. Pomacałam, stwierdziłam, że coś z niego będzie. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że musi być o co najmniej 13 cm wyższy, rozłożyliśmy na elementy  i wrzuciliśmy do ogrodowej kanciapy. 157303903_1_644x461_stary-stol-okragly-rozkladany-do-renowacji-antyk-skawinaZanim stół wyciągnęłam do odświeżania i malowania, pojechałam do Pana Drzazgi zamówić nowe (sosnowe) nogi, aby stół podwyższyć. Nie wiem jak kiedyś ludzie siadali przy tym stole, nie jesteśmy też wielkoludami, ale stół idealnie nadawał się do siedzenia dla naszej 3-letniej gwiazdy. Pozostała nasza trójka nie miałaby szans na bezproblemowe zjedzenie obiadu. Nowe nogi były więc priorytetem. Po dwóch tygodniach odebrałam pięknie wykonane nogi, wyciągnęłam stół i zbladłam. Nie wiem, czy to wynik fatalnych oględzin wieczorową porą, przy sztucznym, dość kiepskim świetle. Czy może to półroczne leżakowanie w kanciapie. Blat okazał się pokiereszowany bardziej niż pamiętam. Fornir na okręgu miejscami się odklejał. Teoretycznie powinnam zeszlifować/zedrzeć cały fornir z blatu (dodatkowe koszty i czas, a widmo wracających dzieci z kolonii i od babci jednak nad nami wisiało). Poza tym naprawdę szkoda mi już było pozbywać się dębowych nóg, a teraz znów innych dębowych elementów stołu. Wygrzebałam więc klej wikol i szpachlę do drewna. SONY DSCPosklejałam, pozaciskałam wszystko co mogłam. Blat wyszlifowałam i szpachlą połatałam. Zeszlifowałam. Znów zaszpachlowałam. Zeszlifowałam.

SONY DSC

Pomalowałam podkładem pod farbę i w końcu farbą. Mimo wszystko widać pewne niedoskonałości. O dziwo, nie tyle nie przeszkadza mi to, a nawet podoba. Trochę taki stół z duszą. Oprócz sosnowych nóg, full oryginał 😛 Myślę, że wytrzyma akurat tyle czasu, aż kot i dzieci dojrzeją do porządnej, dębowej zmiany.

SONY DSC

Krzesła zostały pomalowane i przykryte wspomnianymi już wcześniej kocami by Ikea. Piękna różowa nakładka na krzesło, to MUST HAVE naszej 3-latki. Obstawiam, że nie rozstanie się z nią przynajmniej do 13 roku życia.

SONY DSC

 

 

 

 

Tak w efekcie prezentuje się całość jadalna:

SONY DSC

Zanim jednak salon po zmianach pokażę, dajcie mi jeszcze szansę na jeden długaśny wywód, czemu tak a nie inaczej. I koniecznie napiszę o najtańszej czarnej ścianie, która okazała się najdroższą 🙂 Teraz dzieci nakarmię i w trawie się potarzamy. W końcu 31 stopni w cieniu do czegoś zobowiązuje 🙂

CDN…

  • gin

    Cudowny wpis, fantastycznie się go czytało 🙂
    Ja póki co mam wynajmowane mieszkanko, gdzie nie ma miejsca już na nic 😉 Ale jak już kupię ten dom… Piękny będzie, o 😉

  • Dziękuję 🙂 I pięknego, wymarzonego domu życzę 🙂

  • gin

    Dziękuję 🙂

  • <3

  • Stół mnie zachwycił! a takie biurko też bym przygarnęła … ale znaleźć nigdzie nie mogę 😐

  • Olx jest wciąż skarbnicą rzeczy różnych. Polecam 🙂 A biurko wzięłam z desperacji, bo już musiałam coś mieć i nawet nie sądziłam, że wyjdzie z tego całkiem przyzwoite miejsce pracy.