DIY

Jak starą kuchnię przerobiliśmy na nową, czyli nasz remont, część 1

„Stare” mieszkanie.

„Stare” meble.

Dzieci też starsze (tylko my wiecznie tacy sami 😛 ).

Potrzebowałam zmiany. Dużej, ale jednak ekonomicznej.

Mieszkania jeszcze chwilę nie zmienimy. Meble kupowane 10 lat temu za ciężkie pieniądze, dziś okazały się niemodne i zdecydowanie nietrwałe. A i ja przez te 10 lat zmądrzałam na tyle, żeby nie pakować dużych pieniądzy w coś, co za zaledwie parę lat będzie męczyć mój wzrok.

Na pierwszy ogień poszła kuchnia. Ruda. Szumnie nazywana calvadosem. Już parę lat temu, gdy musieliśmy robić remont całego mieszkania, włącznie ze zrywaniem posadzek, byłam na nią cięta (może kiedyś opowiem dlaczego zmuszeni byliśmy do remontu – długa historia z milionem mądrych ekspertyz i sprawą w sądzie. Nie lubię do tego wracać, chociaż w końcu dla nas, zakończona pomyślnie). Tak więc wtedy inne sprawy były ważne i ważniejsze, a nie dumanie nad zmianą kuchni.

Ale i jej moment nadszedł.

W końcu porządnie wymyłam (rzecz wymagana). Rozkręciłam, co mogłam (i chciałam). I przy 34 stopniach, w pełnym słońcu ochoczo malowałam 🙂

Koszty:

  • Stara dębowa szafka otwarta – 49 zł (na olx)
  • 3 półki ze zwykłej płyty (bez laminatów) razem z 6 wspornikami – 44 zł (Pan Drzazga)
  • Puszka farby Flugger Interior Fix Primer (podkład pod farbę) – 40 zł
  • 2 puszki farby Flugger Interior High Finish (czyli farba właściwa do drewna i rzeczy drewnopodobnych – jak nasza kuchnia z mdf) – 110 zł
  • Wałki, wałeczki, kuwetki –  ok. 30 zł
  • Farba Śnieżka satynowa o miłej nazwie „Po zmroku” – 62,98
  • Farbę, którą malowaliśmy sufit w kuchni ujmę w innym rozliczeniu, bo jej w kuchni akurat potrzebowaliśmy najmniej.
  • Praca własna – Bezcenna 🙂

Taka była zaraz po przymusowym remoncie, parę lat temu:

Obraz 003Tak wyglądała, gdy w końcu sobie przypomniałam, że warto zrobić jeszcze zdjęcia PRZED (czyli wynieśliśmy już wszystko, oprócz mebli) 🙂

SONY DSC

Niestety moje „szafki” robione rok wcześniej zostały już zdemontowane, więc musicie uwierzyć na słowo, że po lewej stronie wisiały i stały skrzynie, które robiły za „nie mam gdzie tego wcisnąć”. Ale oto i one:

diy21-768x1024

Przedstawiam więc kolejną, nową odsłonę starej kuchni. Nie jest biała, chociaż gdy rano wpada słońce za białą robi. Nie jest beżowa, chociaż jak słońce zachodzi za taką też może uchodzić. Jest delikatnie szara i to widać, gdy słońce już dobrze wstało, ale jeszcze nie zaszło.

Drobne, w zasadzie kosmetyczne zmiany, jak szara roleta na okno, czy czerwone wieszaki na lniane worki z ziemniakami i cebulą doszły, gdy już słit focie kuchni zostały poczynione. Ale obiecuję, przy kolejnym gotowaniu, uaktualnić wpis 🙂

SONY DSCSONY DSC

 

A skoro już wiem jak. Skoro już wiem, że wystarczy wysłać jedno dziecko na kolonię, a drugie do babci. I skoro wiem, jak się strzaskać niekoniecznie leżąc na piaszczystej plaży, za 3-4 lata spodziewać się możecie nowej odsłony.

Póki co zapraszam na salony. Rewolucja i tam była.

CDN…

Z uwagi na szereg pytań różnych EDIT, w którym będą same konkrety:

  1. KOLORY: Zainteresowanym podaję numery farb. Meble nie są białe, a jasno szare. Pokryte Flugger Interior Fix Primer (podkład pod farbę). Po 16 godzinach pomalowane emalią akrylową Flugger Interior nr 5384. Kolor żółty to również Flugger Interior nr 2336.
  2. PRZYGOTOWANIE MEBLI: Przed nałożeniem podkładu, meble wystarczy dokładnie umyć. Niczym ich nie odtłuszczałam. Nie matowiłam papierem ściernym. Po prostu umyłam wodą z płynem do mycia naczyń i pozostawiłam do wyschnięcia 🙂
  3. WYKONANIE: Najpierw wałkiem nakładałam Flugger Interior Fix Primer. Jest to podkład, dzięki któremu emalia właściwa ma lepszą przyczepność i ma trwale przylegać do powierzchni. Jako pierwsza do przemalowania poszła witryna i tu fixu nie oszczędzałam i traktowałam go, jak farbę, która ma dokładnie wszystko pokryć. Błąd. Dopiero po konsultacji telefonicznej z Fluggerem, oświecono mnie, że wystarczy po prostu nałożyć tak, aby całość była podkładem pokryta, bez bawienia się, że nic nie może prześwitywać. Tą rolę pełni farba. Resztę mebli malowałam więc podkładem „niedbale”. Po malowaniu, odczekałam zgodnie z radą producenta, 16 godzin z nałożeniem emalii właściwej. Odczekałam kolejne 3 godziny, aż pierwsza warstwa wyschła i malowałam drugi raz. Jedynie witryna była malowana 3 razy, a to ze względu na  użycie zbyt dużej ilości podkładu. Po całkowitym wyschnięciu drugiej warstwy farby, fronty były montowane.
  4. ZŁOTE RADY: Używajcie wałków z krótkim włosiem. Nie tych z gąbki, najtańszych. Najlepiej małych. Więcej człowiek się namacha, ale mi osobiście lepiej malowało się małymi. Generalnie wszędzie, gdzie możecie używajcie właśnie wałków. Tam, gdzie konieczne było malowanie małym pędzlem, ja widzę różnice w strukturze. Ale chyba w każdych meblach są miejsca, w które nawet najmniejszy wałek się nie wciśnie i idealnie nie pokryje i wtedy pędzel jest niezbędny. Jeśli pędzle, to naprawdę dobre, które nie gubią włosia. Te Fluggera (tymi malowałam) na 100% nie gubią 🙂 Aby prace sobie ułatwić, oklejajcie wszystko, czego pomalować nie chcecie taśmą papierową. Ale jeśli jakieś szklane elementy zostaną pobrudzone farbą, łatwo ją usunąć ostrym nożykiem do tapet (testowałam).

A tak kuchnia prezentuje się w dniu dzisiejszym, po dodaniu wieszaków na lniane worki (na ziemniory i cebulę) i mega czerwonego czajnika (cichy, cichusieńki w porównaniu z poprzednikiem)

SONY DSCSONY DSC

SONY DSCSzafka z bliska. Nie jest to malowanie maszynowe, opryskowe i inne cuda wianki, ale wg mnie wyszło całkiem znośnie.

SONY DSC